Szukaj
Z nauczania Kościoła
Ks. dr hab. Arkadiusz Olczyk jest autorem książki pt. "Podstawy teologii moralnej”, wydawnictwo "Regina Poloniae", Częstochowa 2018, ss. 176.
Orędzie Ojca Świętego Franciszka na 51. Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu
Nasze konto bankowe

PKO BP S.A. Oddział I w Częstochowie

ul. Kościuszki 2a      
42-200 Częstochowa

11 1020 1664 0000 3802 0116 5612

Kuria Metropolitalna w Częstochowie

 

Caritas Archidiecezji Częstochowskiej
Portal "Moje Powołanie" - Zakon Pijarów

Całkiem niedawno otrzymałem list od studentki Ewy. Ma on charakter osobisty, ale pomyślałem sobie, że ten fragment, który tutaj cytuję, mógłbym włożyć w usta niejednej i niejednego z was. Pomyślałem, że warto podzielić się z Wami moimi kapłańskimi przemyśleniami na temat woli Bożej, powołania, wyboru drogi życia itd.

Ewa pisze:

"Czas szybko mija. Obecnie jestem na III roku studiów ekonomicznych. Mam w miarę normalną rodzinkę, grono fajnych przyjaciół. Jestem uważana za osobę poukładaną życiowo, radosną, otwartą na ludzi. Na zewnątrz wszystko jest „cacy”, ale w środku burza dręczących myśli: co dalej? Nie jestem pewna, jakie jest moje powołanie? Czego Bóg ode mnie chce? Co mam w życiu robić? Największy mój dylemat to wybór pomiędzy małżeństwem a powołaniem zakonnym. Miałam chłopaka Jarka, chodziliśmy ze sobą, ale to się rozpadło. Na studiach poznałam Wojtka, lubię z nim spędzać czas, jest między nami „chemia”, choć oficjalnie nie jesteśmy „parą”. Wkurzam się na siebie, bo mijają miesiące, lata – i nic. Nadal nie wiem, czy mam być żoną czy zakonnicą? Proszę Księdza, jak rozpoznać Bożą wolę? Co to w ogóle znaczy - mieć powołanie? Czytam regularnie Pismo Święte, czasem otwieram je na chybił trafił, żeby się przekonać, czego Bóg ode mnie chce, a tu echo. Żadnego znaku, żadnego konkretu. Proszę mi pomóc".


Najpierw chcę zwrócić uwagę na samo słowo „po-wołanie”. Jest ono związane z jakimś „wołaniem”. Ktoś „woła”. Tym „wołającym” może być Bóg, nasza własna wola a nawet zły duch. Fundamentalnym powołaniem skierowanym przez Boga do każdego z nas jest powołanie do świętości: „świętymi bądźcie” (Kpł 11, 44). Zatem w tym życiu, obojętnie czy będąc żoną czy zakonnicą, mężem czy księdzem mamy się najpierw UŚWIĘCAĆ czyli upodabniać naszą wolę do Bożej woli, która jest źródłem dobra i szczęścia dla człowieka. To jest pierwsze kryterium „powołania”. Jeśli bowiem „woła” mnie (kusi) zły duch, to jego propozycja na życie związana jest z drogą grzechu, potępienia a nie uświęcenia. Stąd najpierw trzeba „badać duchy, czy pochodzą od Boga” (1J 4, 1). Jak to robić? Spójrzmy na Marię Magdalenę. Miała kłopot z rozpoznaniem Jezusa, ale wystarczyło, że On zawołał ją po imieniu: „Mario” i natychmiast Go poznała. Jaki wniosek? Aby nie ulegać „wołaniu” (najczęściej są to inteligentne podszepty) złego ducha trzeba być blisko Jezusa, pozwalać Mu przywołać się po imieniu, jak niegdyś Samuel (1Sm 3). Nie wszyscy jednak mają taki komfort, jak syn Anny i Elkany, budzony z drzemki codziennych spraw bezpośrednio przez Boga: „Samuelu, Samuelu!” Najczęściej „mijają miesiące, lata – i nic”. Echo, nawet otwieranie Pisma Świętego nie pomaga.


Jak zatem rozeznać, co jest moją wolą, a co wolą Bożą?

„Rozeznać” to jakby przesiać przez sito. Osobiście proponuję, by przesiewać przez potrójne sito:

1. Poddanie się Słowu Bożemu;

2. Poddanie się dobrej radzie;

3. Poddanie się życiowym znakom.


Pierwsze sito rozeznania związane jest ściśle z modlitwą osobistą.

Trzeba mieć antenę nastawioną na odbiór Słowa Bożego: „Mów Panie, bo sługa Twój słucha” (1Sam 3, 10). Woli Bożej trzeba szukać. Pan Bóg domaga się od nas zaangażowania wszystkich ludzkich sił, aby odnaleźć Jego wolę. Serce ma być otwarte na zaskakujący nieraz głos Boga, który totalnie wywraca nasze życie do góry nogami. Mam kolegę zakonnika, który skończył studia medyczne, miał dziewczynę, nie tylko była „chemia” między nimi, więcej - termin ślubu, planowali, ile będą mieć dzieci, jak umeblują swój dom, i nagle wmieszał się w to wszystko Bóg i wezwał go do werbistów. Dzisiaj leczy ludzi i głosi Ewangelię na Madagaskarze. Jak sobie Bóg kogoś upatrzy, to nie ma mocnych. Inny przykład. Całkiem niedawno w naszym częstochowskim Seminarium opowiadał o swoim życiu ginekolog, dr Tadeusz Wasilewski. Przez lata pracował w Klinice, gdzie przeprowadzano „in vitro”. Sam był wyspecjalizowanym technikiem, który pod mikroskopem dobierał materiał genetyczny i „tworzył” ludzi. Pewnej nocy usłyszał powtarzające się, natarczywe 3 słowa: Jezu, ufam Tobie! Bóg przemówił do niego tak mocno, że zostawił „in vitro” i stworzył pierwszą w Polsce Klinikę Naprotechnologii. Z technika rozwiązującego problemy niepłodności małżeńskiej poprzez „produkcję” dzieci stał się lekarzem leczącym te pary i cieszącym się każdym poczętym przez nie w naturalny sposób dzieckiem. Czyli nie zagłuszać Bożego głosu swoimi „widzimisię”, nie narzucać Bogu swojej woli. Postaw sobie zatem pytanie: Czy nie uczepiłeś się jakiegoś własnego schematu, np. szukam żony, szukam męża? To tylko sobie zakodowałeś i nie chcesz otworzyć się na być może inne rozwiązania, które przygotował dla Ciebie Bóg… Rozeznawać to być zasłuchanym w Boga na modlitwie, to mieć serce gotowe na przyjęcie Bożej propozycji. Jeśli się mało modlimy to tym samym dajemy Bogu mniej możliwości, by do nas „przemówił”.


Drugie sito w rozeznaniu woli Bożej wymaga posłuchania dobrych rad innych
,...

zwłaszcza swojego spowiednika czy kierownika duchowego, kogoś, kto nas dobrze zna. Warto opowiedzieć szczerze o swoich obawach, wątpliwościach. Wybór życiowego powołania związany jest najczęściej z walką duchową. Sam Jezus też jej doświadczał. Zanim podjął się posłannictwa powierzonego Mu przez Ojca, został wyprowadzony przez Ducha na pustynię, aby był kuszony przez diabła. Kierownik duchowy, mądry kapłan czy przyjaciel (mogą to być dobrzy rodzice czy rodzeństwo) pomoże nam odsiać Boże ziarno od diabelskich plew. Chociaż ostrzegam tutaj przed biernym posłuszeństwem, czyli poddaniem się woli innych, co bywa bardzo wygodne, bowiem potem można zawsze na innych zwalić skutki złego wyboru: to nie moja wina, to jego (ich) decyzja. Taki wyręczony w podjęciu decyzji człowiek zawsze będzie pracował na cudzym, jak ów pierworodny syn z przypowieści o Synu Marnotrawnym (Łk 15, 11-32). On nie czuł się w domu jak u siebie. I potem może być taki niezadowolony z niczego ksiądz na parafii, bo powołanie do kapłaństwa miała jego mamusia albo tatuś (albo babcia), ale nie on. Popchnęli go do seminarium, został księdzem, ale w kapłaństwie jest mu nieswojo. Analogicznie – komuś innemu ciąży małżeństwo, unieszczęśliwia go, bo kiedyś zabrakło mu odwagi, by się rzucić w ramiona Jezusa powołującego: „Pójdź za mną!”. Nie poszedł… Teraz żałuje! Dlatego warto się poradzić. Jak to Mickiewicz mawiał: „W każdym przypadku rada nie zawadzi, gdy się pokora u mądrości radzi”.


Trzecie sito odczytywania woli Bożej związane jest z konkretnymi wydarzeniami w naszym życiu.

Bóg daje pewne „drogowskazy”, predyspozycje. Takimi wskazówkami za wyborem drogi kapłańskiej czy zakonnej mogą być np. powtarzające się sygnały od wielu ludzi, że byłbyś dobrym księdzem czy dobrą zakonnicą. Interesujesz się Biblią, teologią, liturgią, żyjesz „blisko Kościoła” (pomagasz przy parafii, masz kontakty z księżmi, jesteś w grupach przykościelnych) i czujesz się w tym dobrze. Przeżyłeś jakieś niezwykłe wydarzenia, które być może nawiązują do powołania kapłańskiego czy zakonnego, np. spotkanie niezwykłego księdza czy zakonnicy, poruszająca książka, jasne światło na modlitwie, itp.

Za wyborem drogi małżeńskiej przemawia natomiast to, że np. podobają Ci się dziewczyny i pociąga Cię generalnie wizja życia w rodzinie. Bowiem jak wiemy kapłaństwo związane jest integralnie ze złożeniem przyrzeczenia celibatu (życia bezżennego), stąd też dla chłopca, któremu „podobają się kobiety” i „pociąga wizja życia w rodzinie” jest to jakiś obiektywny życiowy znak (drogowskaz), że bardziej trzeba się ukierunkować na małżeństwo i rodzinę, niż na celibatyczne kapłaństwo. Tak samo, gdy ktoś nie ma odpowiedniego zdrowia czy możliwości intelektualnych wymaganych do kapłaństwa – to obiektywny znak od Boga, by raczej poszukał w życiu drogi małżeńskiej lub samotnej. Aby zostać księdzem trzeba skończyć studia wyższe, 6 lat nauki w seminarium, wiele egzaminów – nie wszyscy mają predyspozycje, by sprostać tym wymaganiom… Tak samo zdrowie i wreszcie „poważne wątpliwości w wierze” (trudno sobie wyobrazić kapłana, który np. wątpi w obecność Chrystusa w Komunii Św.). Gdy komuś obiektywnie brakuje tych przymiotów, których wymaga prawo kanoniczne do święceń kapłańskich, m.in. „nieskażonej wiary” (zob. kan. 1029 KPK) to taki człowiek powinien odczytać inaczej swoje powołanie, aniżeli do kapłaństwa.



Ks. dr Arkadiusz Olczyk

Teolog moralista


Przedruk:
"Niedziela Młodych", nr 19/2012 (6.05. 2012 r.)